
Właśnie zastanawiam się gdzie wyruszyć na następne wakacje, przeglądam powakacyjne wrażenia w necie i postanowiłam coś dorzucić od siebie.
W ostatnie wakacje wybrałam się z Triadą na 7+7 do Turcji. Mimo niezbyt pochlebnych opinii na forum o tym biurze, postanowiłam sprawdzić na sobie jak jest naprawdę i stwierdzam, że ilu ludzi tyle zdań- ja jestem bardzo zadowolona z mojego wyjazdu. Jeden element zawiódł -pogoda - no ale to nie wina biura Triada.
Najpierw była objazdówka, tak jak chciałam i jak informowano mnie w biurze, chociaż do końca nie byłam tego pewna, bo to różnie bywa. Samolot z Poznania do Dalamanu przeleciał bezproblemowo, po zakupieniu wizy i załadowaniu się do autokaru, do hotelu dojechaliśmy głęboko w nocy. Po błyskawicznym śnie (około 2 godzin) najpierw obudził nas
śpiew muezina a potem już trzeba było wstawać na nogi i przed świtem już siedzieliśmy w autokarze, gdzie powitał nas przewodnik Wojtek J., turecki pilot i kierowca (prawdziwy Szumacher czy Kubica tureckich dróg). I tak zaczynamy naszą podróż po kraju dwóch kontynentów, gdzie kultura starożytna i orientalna splata się z europejską i śródziemnomorską.
Wspinamy się naszym autokarem na wzgórze, prawie całkowicie zniszczone przez pożar i wizytujemy Meryemana, miejsce oficjalnie uznane za dom, w którym ostatnie chwile spędziła Matka Boża. Jest to mała kapliczka, niestety w środku nie można robić zdjęć. Następnie odwiedzamy
Efez, chyba najlepiej zachowane starożytne miasto. Słońce grzeje i czuje się wakacyjny klimat. Dalej wjeżdżamy na wzgórze z Pergamonem i oglądamy go w zachodzącym słońcu.
Następny dzień to
Troja. W porannym słońcu pstrykamy fotki przy zrekonstruowanym słynnym koniu trojańskim i zaczynamy oglądanie miejsca, które odkrył niemiecki archeolog- amator Henryk Schliemann, dla którego już w dzieciństwie Troja stała się romantyczna pasją. Przechadzamy się słuchając opowieści o trojańskim królu Priamie, pięknej Helenie patrząc na odsłonięte przez wykopaliska warstwy, z których każda reprezentuje nową Troję, zbudowaną na ruinach poprzedniej. I lecimy dalej, nasze autobusowe koła toczą się po tureckich drogach (o wiele lepszych niż nasze polskie!), przewodnik Wojtek karmi nas wielogodzinnymi opowieściami i mam wrażenie, że przyjeżdżając tutaj trzeba było postudiować trochę historię czy przypomnieć sobie Iliadę. Tyle informacji w kilka godzin a potem dni to ogromna wiedza. Przepływamy cieśninę Dardanele i popołudniową porą wjeżdżamy do
Stambułu.
Miasto robi wrażenie - kilkanaście milionów mieszkańców, straszliwy ruch, ludzie przechodzący przez ulice gdzie mają ochotę i kolorowe budynki, oprócz starych zabytkowych budowli nowoczesne biurowce czy hotele. Wizytujemy kryty
Wielki Bazardla poznaniaków kilka bazarów przy Bema złożonych w jednym miejscu. Może kiedyś w czasach kryzysu mnogość towaru robiła wrażenie ale mnie osobiście nie zwalił z nóg. Na pewno podobać się może główna uliczka, przy której umieścili się jubilerzy, wrażenie robią stare, wąskie uliczki ze sprzedawcami szkła i ceramiki, świetnie wyglądające ściany czy sufity i tureccy sprzedawcy zachęcający do zakupów szklaneczką pysznej herbaty jabłkowej. Pokazanie tego miejsca to świetna próbka "tutejszości".
Kolejny dzień w Stambule to już prawdziwa uczta!!! Najpierw hippodrom, zwiedzanie pełnego przepychu pałacu sułtanów
Topkapi, Błękitnego Meczetu – jedyny meczet o sześciu minaretach. Kolejny punkt to
Hagia Sophia – początkowo największy kościół i bazylika świata, przekształcony później w meczet, obecnie muzeum. Tego dnia jeszcze Cysterny Jerebatan i rejs po Bosforze (fakultet). Wątpiącym gorąco polecam, trzeba zobaczyć panoramę zarówno europejskiego jak i azjatyckiego wybrzeża. Niezapomniane wrażenia, niestety pogoda nie była najlepsza, zachmurzone niebo nie dawało w pełni możliwości zrobienia fajnych zdjęć. No i wychodzenie na pokład w celu uwiecznienia przepięknych budowli na brzegu skończyło się dla mnie zapaleniem zatok. (Walczyłam z tym do niestety do końca pobytu)
W kolejnym dniu jedziemy do
Ankary, po drodze mijamy miasteczka i wioski tureckie, zaskakujące swoim wyglądem. Miasto Ankara jako stolica nie robi zbyt dużego wrażenia i jedynym punktem programu jest Muzeum Cywilizacji Anatolijskiej. Przejeżdżamy przez ulice Ankary i przez okna autokaru oglądamy budynki stolicy i przedmieścia. Wojtek wie co się znajduje w każdym budynku i z szybkością karabinu maszynowego przekazuje nam te informacje. Wyruszamy dalej i po południu dojeżdżamy do podziemnego miasta Kaymakli. Pogoda nie poprawiła się, deszcz popaduje i co niektórzy są już przeziębieni. Nikt nie spodziewał się takiej pochmurnej aury. Wieczorem dla zainteresowanych noc kapadocka, (namiastka tańca derwiszów robi wrażenie!) warto się wybrać i aktywnie uczestniczyć.
Jesteśmy w Kapadocji – księżycowym krajobrazie z bajkowymi kominami. W porannym słońcu ale przeciętnej temperaturze zwiedzamy Göreme, największe tutaj skupisko wykutych w skałach kaplic i klasztorów. W wielu kościołach zachowały się piękne bizantyjskie freski o tematyce zaczerpniętej ze Starego i Nowego Testamentu, przedstawiające głównie sceny z życia Chrystusa i świętych. Następnie jeździmy po miejscach widokowych, aby zabrać ze sobą część tej wspaniałej krainy. Jak powiedział Wojtek każdy tutaj jest profesjonalnym fotografem!
W domu kupieckim przewodnik opowiada nam znaczenie tańca Derwiszów, palimy fajkę wodną. Następnie odwiedzamy zakład obróbki onyksu, sklep jubilerski, wytwórnię skór, rozlewnię win. Odwiedzamy również wizytówkę Kapadocji – Trzy Piękności. W sumie wszystkie grzyby kapadockie są piękne i nie wiadomo na co zwrócić uwagę robiąc zdjęcia.
Zabieramy ze sobą widoki przepięknej Kapadocji i jedziemy następnego dnia do Konii, Muzeum Mevlany, założyciela zakonu tańczących derwiszy. I ruszamy do Pammukale, mamy nadzieję na zobaczenie przed wieczorem wapiennych tarasów ale deszcz tak leje i nachodzi mgła, że o oglądaniu nie ma mowy.
W ostatni dzień w pochmurnej pogodzie zwiedzamy
Hierapolis z zachowanym teatrem i nekropolią i
Pammukale. Pogoda chcąc wynagrodzić nasze całotygodniowe trudy poprawia się, mgła opada pokazując nam słynne wapienne tarasy wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. W basenie Kleopatry kąpią się tylko Rosjanie i najwięksi twardziele z naszej grupy. Za zimno żeby korzystać z odmładzających kąpieli.
I na tym kończymy nasz objazd. Jest co oglądać w Turcji. Ważne, aby mieć przy tym oglądaniu takiego przewodnika, jakim jest Wojtek J. Dziękujemy jeszcze raz za pokazanie tego kraju i świetne opowieści. Żegnam się z wycieczkowiczami, niektórzy wracają do Polski, inni zostają na następny tydzień żeby trochę jeszcze odpocząć i poleżeć nad morzem.
Przestroga dla ludzi wybierających się na objazdówkę – żeby zobaczyć aż tyle miejsc w tydzień trzeba przejechać tysiące kilometrów i wiąże się to z wczesnym wstawaniem (nie jest to szósta ale czwarta czy piąta). Trzeba być twardym! Ale wrażenia wynagradzają te trudy!
Hotel, który wybrałam na pobyt to Harman w Fethyie. Trzy gwiazdki oddają jego standard, czysto ładne pokoje, jedzenie znośne. Klimatyzacji nie trzeba było włączać zbyt często, bo temperatury nie były za wysokie. Niektórych zdziwił zakaz wnoszenia żywności i wody z zewnątrz. Ale czy w jakimkolwiek hotelu w Polsce można to robić? Tak poza tym dziwi mnie podejście Polaków, którzy jadąc do kraju o innej kulturze wymagają żeby wszystko było tak jak w Polsce a najlepiej na obiad schabowy z ziemniakami. Oczywiście wszystko co najlepsze za małe pieniądze. Ludzie! Zejdźcie na ziemię! Jedyne, co mogę zarzucić to ilość jedzenia. Ponieważ był to koniec sezonu to kuchnia hotelowa nie dawała już za dużo posiłków ale nikt głodny nie chodził. Obsługa hotelowa jest wręcz niewiarygodnie miła, szczególnie Mahmud umiejący mówić po polsku, żartujący i namawiający ciągle na fajkę wodną. Miasto spokojne, wielu Niemców i Anglików, warto wybrać się na wycieczki, które można zakupić w wielu punktach przy promenadzie. I polecam wizytę w łaźni tureckiej- super rzecz dla ciała! Tydzień upłynął bardzo szybko, temperatury nie były wysokie ale można było trochę się opalić.
Reasumując, niewiele jest momentów, na które można narzekać. Jednak by rzetelnie oddać za i przeciw to minusem był ostatni hotel w Pammukale- straszny, ale jest basen z wodą termalną. Na plus zasługuje praktycznie reszta czyli przede wszystkim super atmosfera mimo zróżnicowanego wieku uczestników, świetna obsługa przewodnika i pilota, bogaty program objazdu.
Turcja jest piękna i polecam każdemu.